Pisząc wiersze, niezależnie od tego, czy są smutne, czy pełne radości – jesteś architektem piękna. Chcesz go widzieć we wszystkim, w szczerości ze sobą przeżywasz pewne chwile, wydobywając ich istotę. Jest jeden element łączący wszystkie wiersze – wiara. Ubrana w różne stroje… czasami to mała czarna, czasami na cebulkę, czasami naga, nie mająca żadnego powodu, żeby być, i wtedy właśnie najsilniejsza, czerpiąca moc sama z siebie… czasami też mroczna i ponura, ale wciąż wiara. Są jednak chwile, kiedy jest też zmęczona… wtedy poeci nie mogą tworzyć… nie mają wystarczająco ognia wewnętrznego, aby transformować energię w piękno. Zmęczenie może przejść w zwątpienie… bardzo niebezpieczny stan dla architekta, związany z utratą zainteresowania światem, czyli utratą chęci do tworzenia. Zwątpienie jest stanem straszniejszym niż ból, ostatni jest żywy. Wszystko, co żywe, znajduje się w ruchu, a więc może zmienić swój kierunek. Zwątpienie natomiast neutralizuje doznania, czyli życie. Napisałam niedawno kilka słów o świecie: żeby zrozumieć ten świat, na początek człowiek musi przynajmniej umrzeć. Zapewne wtedy przychodzi całkowite zrozumienie: bezemocjonalne, obojętne, funkcjonujące na innym poziomie poznania Wszechświata. Ciekawi mnie tylko to, czym wtedy staje się piękno.
Photo: Sacha Charme “Jerusalem, 25.02.2024”