
Dziś zwróciłam uwagę na fragment budynku, który nakierował mnie na pewne przemyślenia. Kafelek po prawej, nazwijmy go E, kafelek po lewej – Q, a między nimi przepaść, nieznana, portal, blokujący element. Rozdziela kafelki tylko jeden krok, ale jaki… kumuluje w sobie przerażenie, podniecenie, strach i generalnie cały bukiet hormonów wpływających na stan psychoemocjonalny przed podjęciem decyzji. “O, nie, mój filozofie, nie zgodzę się z tobą – tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszych ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą!”. Nie uwierzę nikomu, że się nie bał niczego w życiu. Każdy ma swoje strachy, a przepaść pomiędzy kafelkami jest ich indywidualnym odzwierciedleniem. Ktoś może powiedzieć, że strach jest bazowym instynktem przetrwania, ucieczki przed niebezpieczeństwem, czymś naturalnym (marketingowe słowo). Istnieje, według mnie, jeszcze inny rodzaj strachu, zaszyty w naszym zachowaniu. Taki zgniły owoc, przykryty świeżymi… dla odwrócenia uwagi. Brak szczerości ze sobą, nazywany często “akceptacją siebie” lub „traumatycznym przeżyciem” jest właśnie tym soczystym wytłumaczeniem. Zapełniamy przestrzeń nowymi owocami i dziwimy się, czemu łapią od razu pleśń. Trujemy przede wszystkim siebie. „Wyrozumiałość” dla siebie w połączeniu ze strachem jest naszą własną unikatową trucizną. Tworzy mnóstwo przeszkód, zamiast rozwiązań. Każdy czyn, przy umiejętnym jego wytłumaczeniu, przestaje wcale mieć radykalny kolor. Wpadamy w słowne przepychanki: „To według Ciebie jest czarny kolor, dla mnie jest biały”, „To Twoja projekcja, nie moja”, „Mój ból, Twój ból”, „Mój, Twój”… Ach, a co my wiemy o sobie? Czy spędzamy tak naprawdę dużo czasu w swoim wspaniałym towarzystwie bez telefonów, tiktoków, gier, zatykającej wszystkie neurony lawinie informacyjnej oraz używek? Jak bardzo jesteśmy odważni, żeby wreszcie spojrzeć na siebie i pokochać na tyle, żeby zacząć rozwijać się i wziąć za to odpowiedzialność? Dążenie do ujednolicenia swoich myśli, słów i czynów już zapoczątkuje w nas czystszy przepływ, mający ogromną moc i spokój. Będziemy mogli wtedy dzielić się tym z innymi, ale najpierw stwórzmy w sobie… Wtedy nie będzie „Mój, Twój”, ale to już oddzielna historia o oddawaniu, czyli miłości. Wracając do tematu kafelków… tak, odwaga lub głupota, nazwijcie to jak chcecie, ma nas popchnąć do podjęcia decyzji o zrobieniu kroku naprzód, nie pozwalając strachom kierować naszym życiem. Odzyskałam poczucie czasoprzestrzeni, kiedy usłyszałam: „Wszystko jest w naszej głowie”. No tak, przecież skończyłam palić iqosa na tym ciekawym tarasie. Takie tam kilkuminutowe epizody myślenia… może teraz łatwiej będzie zrozumieć, czemu czasami tak dziwnie wyglądam, kiedy głośno milczę.
Photo: Sacha Charme